POZNAJ COACHA – TOMASZ SZWED

Tomka Szweda po raz pierwszy miałam okazję spotkać na rozmowie kwalifikacyjnej na studia podyplomowe Coachingu na WSB w Poznaniu.  Będąc konsultantem merytorycznym tego kierunku, sprawdzał, czy kandydaci mają odpowiednie umiejętności i doświadczenie niezbędne do wykonywania zawodu. Na studia się dostałam i je ukończyłam.  A Tomek od pierwszej rozmowy zrobił na mnie wrażenie osoby, która wierzy szczerze w samą ideę coachingu, co rozumie się samo przez się, ale jeszcze ma na niego swój własny unikatowy sposób, oparty na wielu latach doświadczeń.

Nic dziwnego zatem, że naszą rozmowę zaczęliśmy od Coachingu na WSB.

Co dla Ciebie jest najważniejsze na studiach podyplomowych z coachingu?

Po pierwsze, dla mnie wartością tych studiów jest ta korzyść, że oprócz technik, oprócz warsztatów, oprócz wiedzy merytorycznej, to spotkanie ludzi. I kiedy później widzimy się na końcu roku to autentyczne są jakieś łezki w oku, jak na obozie harcerskim po 3 tygodniach. Dwa, zmiana postaw wśród ludzi. Przychodzi jakiś gościu naładowany przekonaniami, że kasa, biznes w ogóle de beściak. A po pół roku faktycznie dostrzega, że może coś zmienić w sobie. To jest super!

Trudno na przykład jest opisać na stronie internetowej w dwóch zdaniach np. Te studia dają ci… wiedzę, umiejętności. Nie mogę napisać: Zmienisz się, twoje życie może być inne i tak dalej, bo po pierwsze ja się takimi sloganami brzydzę, a po drugie nie wiem, czy tak będzie czy tak nie będzie.

To, co dostrzegam u absolwentów to naprawdę jest miód na serce. Ta łezka, postawy, zmieniają się ludzie, podejmują własne decyzje życiowe czasami ze względu na to, że jakiś prowadzący powiedział o to jedno zdanie więcej. A dla prowadzących te zdania są bardzo normalnymi zdaniami składającymi się na wykład. Oni nie wiedzą, że to jedno właśnie wpadło do kogoś, zakiełkowało, a ten ktoś podjął decyzję. To jest bardzo satysfakcjonujące.

Trochę historii. Skąd coaching u Ciebie?

Zupełnie standardowa opowieść, jak u większości z nas. Mianowicie, najpierw byłem szkoleniowcem. Miałem swoją firmę szkoleniową. Uczyliśmy technik szybkiego uczenia się, czytania i kreatywności. Później to w naturalny sposób przeszło na stronę biznesową. W 2002 zacząłem współpracować z BRE Bankiem, jako szkoleniowiec i tam prowadziliśmy warsztaty. Któregoś razu prezes banku, pan Lachowski, po przyjeździe ze Stanów Zjednoczonych opowiadał, że w Stanach jest coś takiego jak coaching. Rzucił: To ja bym chciał, żeby u mnie też tu było.

My w grupie 4-5 szkoleniowców w 2002 roku, kiedy w Polsce żadnej (no, prawie żadnej) publikacji na ten temat, w ogóle nic, zaczęliśmy kombinować, co z tym zrobić. Trafiliśmy do ludzi, którzy mieli takie programy szkoleniowe zaimplementowane z Wielkiej Brytanii i oni nas tego trochę uczyli.

A jeszcze w międzyczasie, pan prezes poprosił mojego guru, ojca coachingu, pana Whitmore’a, żeby przyjechał do banku i oprowadził zajęcia z coachingu dla top managmentu –  około 7 osób. A potem ktoś z nich przeszkolił nas z tego warsztatu. Właśnie to mieliśmy wdrażać w banku.

Z jednej strony, więc wpływy z Polski, z drugiej Whitemore.  Mieliśmy bazować na GROW i na idei Whitemore’a.  Na tym, że osobowość coacha wyznacza kontekst i zakreśla pole sesji. Nawiasem mówiąc bzdurą jest twierdzenie, że w coachingu nie wpływamy na klienta, nie sugerujemy.  Generalnie sugerujemy swoja osobowością, uchem, miną, gestem, tworząc taki, a nie inny klimat rozmowy.

Potem sami się uczyliśmy się coachować na sobie. Potem przystąpiliśmy w banku do Executive Coaching.

I tak w sumie od 2004 roku to się potoczyło. Jak zaczęło się to toczyć, to pierwsze reakcje ludzi z banku były takie, że przyjeżdża koleś i coś ode mnie chce. Trochę się wszystkim kojarzyło z psychoterapią. Trochę się z nas naśmiewali: Mój terapeuta przyjechał. Ale jak faktycznie zaczęli po drugim, trzecim spotkaniu dostrzegać, że faktycznie mają jeszcze sporo pomysłów na sprzedaż czy zarządzanie, sporo planów. Kiedy im ten słupek szedł do góry, mówili, że to jest nawet fajna rzecz.

Ja odkryłem jednocześnie, że w coachingu dla mnie – również trenera – nie ma poczucia sprawstwa. W szkoleniach, jak komuś powiem: Jest tak. Powiedzą OK. Zrobią. W coachingu ktoś pogada sobie sam do siebie przez 25-40 minut, a na końcu mówi: Tomek, dzięki. Bardzo mi pomogłeś. A ja siedzę po drugiej stronie i prawie nic nie mówię. Jaka tu moja sprawczość? Gdzie mój sukces? To trochę mi doskwiera – przyznaję się.

Moim zdaniem nie ma czegoś takiego, jak efektywna ewaluacja samego coachingu. Tego nie można zmierzyć! Coaching jest zawsze obok kontekstu sytuacyjnego, obok innych rzeczy. Dzieje się równolegle z innymi procesami klienta. To nie jest tabletka.

Ja bardzo mało patrzę na coaching, jako na produkt, czy usługę. Ja patrzę na coaching jak na gościa, który rozmawia z drugim. Nie mam przekonania, że można to zmierzyć. Zawsze jest coś w około. Efektywności bilbordów też nie zmierzysz. Zawsze ktoś może coś doczytać. Sam wpaść na pomysł. Żona mu może podpowiedzieć.

Teraz na rynku, w przeciwieństwie do 2002 roku,  jest dostępnych bardzo dużo pozycji o narzędziach coachingowych. Jaki jest Twój stosunek do nich w coachingu?

Po pierwsze i struktura i narzędzia w coachingu są sprawą wtórną do efektywności. Ale struktura tą efektywność wzbudza. Natomiast narzędzia,  dobrze je mieć, żeby w każdej chwili móc jakieś wyjąć z rękawa i dobrze się w nim czuć. Ale w samej sesji, jak się wykorzystuje jedno narzędzie, no góra dwa, to jest wszystko. Niedobrze zasypać się narzędziami, które nic za sobą nie niosą i do których się nie wraca w czasie sesji.

Na początku z narzędziami jest bezpieczniej. Sama to widzę po mojej praktyce. Teraz zdecydowanie mniej „zasypuje klientów” . Ostatnio, ktoś o wiele bardziej doświadczony ode mnie powiedział: Narzędzia jak narzędzia. Najważniejsze, żeby do kogoś podchodzić z sercem.

Zgadzam się. Ale wiedza w przyszłości będzie procentować, bo jak nie masz pomysłu na problem, a masz już wypróbowane narzędzie to lepiej pomożesz klientowi znaleźć rozwiązanie.

Mam taką filozofię, że mądrość jest głupotą, a głupota mądrością. Czasem nadmiar wiedzy przeszkadza. Ja o coachingu samym nie chcę już wiedzieć. O tym rdzeniu coachingowym. Ja chciałbym dowiedzieć się rzeczy okołocoachingowych. Na przykład wybieram się do szkoły terapeutycznej. Ciekawa jest psychologia społeczna, wywieranie wpływu, podejmowanie decyzji, techniki kreatywności, z których powstało mnóstwo narzędzi coachingowych i wiele obszarów tematycznych, z których można czerpać informacje dla lepszego pomagania w trakcie sesji.

A czym jest coaching dla Ciebie?

Bez zbędnego napuszenia coaching to po prostu jest rozmowa, dzięki której ty uzyskasz jakąś zmianę. To może być zmiana pod tytułem rozwiązanie jakiegoś problemu, wiem, jaką decyzje podjąć,  wiem, dokąd pójść itp.

A co udało się Twoim klientom?

Na przykład pan z Opola, przez pół roku nie umiał podjąć decyzji. Miotał się, czy pracować w danej firmie czy nie, bo myślał o sobie zdecydowanie lepiej niż o szefach tej firmy. Uważał, że to on powinien być na ich stanowisku.  Podjął decyzję, że albo odchodzi, albo zostaje, ale jeśli zostaje to robi swoje i nie przejmuje się niczym innym.  Po roku od tej , z pozoru banalnej, ale dla niego cholernie ważnej decyzji, faktycznie awansował.

Często w rozmowach biznesowych pojawiają się prywatne tematy. Dziewczyna z Zielonej Góry, przez 2h opowiedziała o swoich, wypłakała się i na koniec stwierdziła, że ona już teraz wie, co robić w życiu osobistym, nawet nie mówiąc mi tego. Później dostałem parę telefonów: Dzięki Ci Tomek, bo poukładam sobie życie kompletnie na nowo.

Dziewczyna z Poznania stała na rozdrożu, miała trzy życiowe drogi i autentycznie nie wiedziała, którą pójść. Po kilku spotkaniach podjęła decyzję i realizuje się tym kierunku.

To są rzeczy z różnych dziedzin – ktoś awansuje, ktoś coś zmienia. Nie zawsze rozwiązujemy problemy – często po prostu planujemy, ustalamy cele. Ale zmiana jest zawsze.

Ostatnie pytanie. Jaką radę dałbyś świeżym, zielonym coachom?

Po pierwszym kursie coachingowym odczekaj rok zanim zdecydujesz się na następne szkolenia. Rób wszystko, co w Twojej mocy, żeby praktykować. Bądź sobą – nie stawiaj narzędzi wyżej niż swoją osobowość. Baw się też tym coachingiem, żeby to innym tez sprawiło radochę. I pamiętaj, że człowiek jest ważniejszy niż ….coaching!

 

Jeśli chcesz skorzystać z umiejętności Tomka, zapraszam do osobistego kontaktu z nim: mail: programyszkoleniowe@gmail.com, tel.: 601 92 75 85

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii coach, Coaching. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s